Data: 27 Wrzesień

BIULETYN PARAFIALNY TRANSITUS

Parafia św. Elżbiety Węgierskiej w Nysie   BIULETYN PARAFIALNY 27 września – 3 października 2026   26. Niedziela Zwykła

3 października – Transitus św. Franciszka

Transitus – śmierć św. Franciszka

Święty Bonawentura o śmierci św. Franciszka napisał krótko i wyraźnie: „Gdy wypełniły się w nim wszystkie tajemnice i owa najświętsza dusza uwolniona od ciała, zanurzyła się w bezmiarze Bożej światłości ,błogosławiony mąż zasnął w Panu” (ŻW XIV,6).

Co roku, współbracia św. Franciszka, w wigilię uroczystości Serafickiego Ojca, wspominają na nabożeństwie zwanym Transitus ostatnie chwile życia i śmierci Biedaczyny. Transitus oznacza przejście, przejście z tego świata do życia wiecznego. To dzień narodzin dla nieba, dzień, którego Asyżanin oczekiwał z wielką radością. „Dla mnie bowiem – mógł powtórzyć za św. Pawłem – żyć – to Chrystus, a umrzeć to zysk. Pragnę ten świat opuścić i zjednoczyć się z Chrystusem” (parafraza Flp 1,21.23). I zjednoczył się na wieki z Chrystusem w czterdziestym czwartym roku swojego życia (…)Naśladowca Jezusa, św. Franciszek, zdawał sobie sprawę z faktu, iż przez chrzest nie tylko zobowiązał się, ale rzeczywiście umarł dla grzechu. Wyrzekł się bowiem szatana i wszelkich spraw jego .Im dłużej zastanawiał się nad własnymi obowiązkami – jako chrześcijanina wobec Boga, tym lepiej rozumował, że musi zdobywać się na nie przez nie lada wysiłek, by stale umierać dla grzechu. Szatan nie rezygnował z duszy Franciszka i podsuwał mu rozmaite pokusy, jak chęć wygodniejszego życia, zaspokojenia ludzkich pożądliwości, zwątpienie w dobroć i przebaczenie ze strony Boga, apostolstwo, przez które oderwałby się od modlitewnego kontaktu z Bogiem. W chwilach pokus Asyżanin myślał o śmierci, o spotkaniu się z Bogiem, uświadamiał sobie prawdę , którą zawarł w upomnieniu do braci: „Rozkosz krótka, kara wieczna, małe cierpienie, chwała nieskończona”. A więc wybierał cierpienie, umieranie dla grzechu, by żyć dla Chrystusa. Umierał Biedaczyna ponad 20 lat wyniszczając swoje ciało postami, skracaniem należnego snu, życiem w niewygodach, podejmowaniem prac czasem ponad własne siły. Umierał, gdy przemieniał się ze światowego człowieka w człowieka całkowicie oddanego na służbę Bogu i Kościołowi. Umierał dla otaczającego go świata. Unikał pochwał i zaszczytów, chociaż przebywał między ludźmi, którzy dostrzegali jego świętość, jego żar apostolski, a nawet cuda, jakich Bóg dokonywał posługując się nim. Franciszek wszystko odnosił do Boga.

Dla Biedaczyny współumieranie z Chrystusem, czyli wyrzekanie się tego, co się Bogu nie podoba, i wierne spełnianie woli Bożej było przechodzeniem e śmierci do życia nadprzyrodzonego. To przecież Jezus powiedział ,że człowiek, który wierzy w Niego, nie musi obawiać się śmierci(J 11,25), bo nawet gdyby umarł, żyć będzie. Asyżanin był głęboko przekonany, że nie wystarczy raz umrzeć dla świata i tego wszystkiego, co nie jest Bogiem, Dopóki człowiek żyje na tym świecie, dopóty odżywa w nim to, co jest z tego świata. Dlatego to Franciszek codziennie odrywał się od siebie i otaczającego go świata, by być bliżej Boga. Było już swoistego umieraniem, kiedy Ayżanin poskramiał swoje pożądliwości postem, kiedy tarzał się w cierniach, kiedy zażywał kąpieli w lodowatej wodzie, byleby tylko nie zdradzić Jezusa, ale dotrzymać Mu kroku na drodze swojego powołania. Biedaczyna w obliczu śmierci nie widział przykrej konieczności, która dotyka wszystkich ludzi, nie widział jakiegoś dziwnego przeznaczenie, ale dostrzegał inny moment, ten że kto żyje dla Chrystusa dla Chrystusa też umiera. Śmierć jest więc przejawem nadprzyrodzonej miłości i wdzięczności Boga za otrzymane w życiu dobrodziejstwa. Dla niego było obojętne, jaką formę przybierze jego śmierć, czy to będzie śmierć męczeńska, czy też nagłe zejście z tego świata albo – po długiej i uciążliwej chorobie – rozstanie się z tym światem .W śmierci Asyżanin widział ofiarę z życia, jaką składa z miłości samemu Bogu, w śmierci dostrzegał także jeden z aktorów, przez który człowiek wielbi Boga spełniając Jego wolę. Skoro po śmierci człowiek wiernie naśladujący Jezusa będzie z Nim przebywał wiecznie, to śmierć dla niego powinna być zyskiem. I tak patrzył na śmierć Biedaczyna, tak uczył swoich braci, w tym duchu przemawiał do wiernych. Asyżanin pod koniec swojego życia przepraszał swoje ciało, brata osiołka, że zbyt surowo się z nim obchodził, że nękał go postami i dyscypliną, ale przecież było to potrzebne, by mógł spokojnie i radośnie umierać. Franciszek umierał spokojnie. Przecież wsparty łaską Bożą odbudował wnętrze Kościoła Chrystusowego, spełnił swoje posłannictwo wyznaczone mu przez Boga. (…)   

https://www.franciszkanie.com/transitus-smierc-sw-franciszka