III Niedziela Wielkanocna

Nysa OFM

Zacznij od Zmartwychwstania (cd)

I czego jeszcze uczy ks. Twardowski? Na co dzień widzimy głównie Matkę Boską Bolesną, robimy z niej…beksę, chociaż ona broni się przed tym rękami i nogami. Dajemy się bardziej wciągnąć smutkowi niż radości. Tę radosną Matkę to co najwyżej dopuszczamy do siebie w sierpniu, w dniu jej Wniebowzięcia. Bo inaczej przecież nie wypada. Ale poza tym Maryja zazwyczaj chodzi w Polsce z sercem przeszytym mieczem. Regularny widok Matki Bożej Uśmiechniętej na pewno by nam dobrze zrobił. Także w Wielkim Poście. Przynajmniej by nas intrygował, nie dawał spokoju, uśmierzył wiele bólu, a co najważniejsze, na naszej twarzy częściej gościłby uśmiech. 

Dotknięcie Zmartwychwstania sprawia, że nawet grzech ciężki traci na wadze. I to w miarę szybko. Potem pozostaje tylko cierpliwe oczyszczanie się i spowiedź ciągle z tych samych grzechów… Na szczęście powszednich, a więc codziennychBo miłosierdzie Boga się nie męczy – pisze Papież Franciszek. Powoli drąży skałę i zamienia ją w żywy organizm. Tylko my się nużymy i stękamy, bo chcielibyśmy już, a najlepiej, gdybyśmy przychodzili do spowiedzi wyperfumowani, we frakach i sukniach sylwestrowych, tacy doskonali, bez skazy, a nie w łachmanach i śmierdzący…A już idealnie byłoby, gdybyśmy zawsze mogli Boga zaskakiwać swoją grzecznością i naręczem pełnym dobrych uczynków. Tylko po jakiego grzyba nam wtedy Zmartwychwstanie?

Jeśli tylko człowiek przyjmie Chrystusa żywego i obecnego, a nie tego z dalekiej przeszłości i skamieniałego, to się radykalnie zmienia, poprawia, odmładza. Kiedy żywy Chrystus znajdzie miejsce w sercu człowieka (to znaczy w jego myśleniu, uczuciach i woli), nawet najbardziej tragiczna przeszłość przestaje boleć. Żeby było jasne: Matka Boża też kiedyś płakała, ale już nie płacze. Ból trzeba przeżyć, ale nie samemu, razem ze Zmartwychwstałym. Rany się goją, ale ich ślady pozostają. Ilu takich poranionych i zaleczonych świętych grzeszników zna Kościół? To też jest zmartwychwstanie. Chcesz zobaczyć, czym ono jest? Czytaj biografie świętych.

Na co jeszcze patrzeć? A może raczej, nie patrzeć. Ani na przeszłość, ani na przyszłość. Przyznajmy, że ze Zmartwychwstaniem mamy jeszcze taki kłopot. Bo albo to „coś” wydarzyło się kiedyś, albo dopiero się wydarzy. Albo Palestyna pod okupacją Rzymian, albo koniec świata. W żadnych z tych miejsc nas nie ma. Jesteśmy tylko teraz, w naszej konkretnej sytuacji. Ciekawe, że Nowy Testament więcej uwagi poświęca Zmartwychwstaniu, które już w nas kiełkuje i działa aniżeli temu, które kiedyś dojdzie do skutkuJak poczuć w sobie tętno Zmartwychwstania? Czym je zmierzyć? Najpierw czuje się je na Eucharystii, jeśli to nie jest tylko pobożny, nudny obowiązek. Wtedy Zmartwychwstanie szczególnie jest. Gdzie jest spotkanie osób, tam świeci Zmartwychwstanie. O jego obecności w życiu świadczy też rosnący wskaźnik nadziei, że będzie dobrze, chociaż czasem jest źle; że nie zginę, chociaż tu czegoś mi brakuje, tam coś doskwiera. W końcu puls Zmartwychwstania można bardziej poczuć, gdy coraz rzadziej mówię ja, ja, mnie, mnie, a częściej Ty, Ty, Tobie, Tobie.

Cóż takiego wniosło Zmartwychwstanie Jezusa? Jaką nową jakość wprowadziło w Twoje życie? Chcesz się tego dowiedzieć, tak dla siebie i tylko dla siebie? Nie pozostaje Ci nic innego, jak częściej się zatrzymywać i patrzeć. Najpierw na pusty grób, potem na Matkę Boską Radosną. I myśleć szanując granice rozumu. I wyczuwać w sobie ten inny puls. Wtedy Zmartwychwstanie stanie się i początkiem, i końcem.

Dariusz Piórkowski SJ 

deon.pl