II Niedziela Wielkanocy

Nysa OFM

Zacznij od Zmartwychwstania

A więc najpierw załóż specjalne okulary. Jak na filmie 3D. Na pierwszy rzut oka różnicy nie widać, ale gdy je ściągniesz, wszystko się rozmazuje.

ks. Jan Twardowski

Zacznij od Zmartwychwstania
od pustego grobu
od Matki Boskiej Radosnej
wtedy nawet krzyż ucieszy
jak perkoz dwuczuby na wiosnę
anioł sam wytłumaczy jak trzeba
choć doktoratu z teologii nie ma
grzech ciężki staje się lekki
gdy się jak świntuch rozpłacze
– nie róbcie beksy ze mnie
mówi Matka Boska
to kiedyś
teraz inaczej
zacznij od pustego grobu
od słońca
ewangelie czyta się jak hebrajskie litery
od końca

Zacznij od pustego grobu, czyli naucz się patrzeć. Pisze Jan, ale już nie ksiądz, tylko Ewangelista: „Wtedy wszedł do wnętrza grobu także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Żeby zrozumieć, trzeba patrzeć. Żeby patrzeć, trzeba się zatrzymać, a ściślej mówiąc, wejść do środka, zaangażować się, dać się wciągnąć. Grób w sumie nie był pusty. Leżały tam płótna, znaki obecności Nieobecnego. Zmartwychwstały zostawia znaki, można je zauważyć.

Niełatwa to sztuka znaleźć czas na takie patrzenie w naszych czasach, bo przecież my ciągle nie mamy czasu. Biegniemy. Tyle pilnych i niecierpiących zwłoki spraw. Łapiemy powietrze jak ryba, którą dopiero co wyciągnęli z wody. A w biegu tak naprawdę nic nie widać. Wszystko wydaje się równie atrakcyjne i zarazem nijakie. W biegu nawet człowieka nie można spotkać, tylko się go trąca łokciem. Rozpoznanie Zmartwychwstania domaga się ofiary z czasu. Można patrzeć na coś jak cielę na malowane wrota. I co? I nic. Bo, do licha ciężkiego, nie chodzi tu o byle jakie patrzenie, ale, jak najbardziej, o patrzenie z myśleniem. Takie, które rozpoznaje, kojarzy, szanuje tajemnicę. 

Zacznij od Zmartwychwstania. A więc najpierw załóż specjalne okulary. Jak na filmie 3D. Na pierwszy rzut oka różnicy nie widać, ale gdy je ściągniesz, wszystko się rozmazuje. Chrześcijanin winien zawsze nosić takie okulary (nie w futerale, lecz na nosie), bo inaczej nie widzi prawidłowo. Wszystko mu się plącze, miesza i przestawia. Od hierarchii wartości po hierarchię celów. Bo od tego, jak patrzymy i co widzimy, zależy i kierunek naszego życia, i mnóstwo relacji. O logicznym myśleniu, które bez końca domaga się ofiar z nowych argumentów, już pisałem. Ale są jeszcze inne intruzy, które zakłócają nam właściwy ogląd świata, siebie, Boga i ludzi. Na przykład lęk. Kto się boi, wszędzie będzie widział czające się zło i potencjalnych wrogów. Świat się wtedy drastycznie kurczy jak wysuszony ogryzek. A człowiek kuli się sam w sobie. Dlatego Zmartwychwstały Chrystus mówi do uczniów: „Pokój wam. Nie bójcie się”. 

Ksiądz Jan Twardowski doskonale poznał meandry polskiej religijności. Patrzył i wyczuł, jak to w naszej tradycji przeżywania Wielkiego Postu celebrujemy Mękę Pańską. Wpatrujemy się w krzyż. I to już w drugim dniu po Popielcu. W niedzielę dalej płaczemy, choć czasem bardziej nad Jezusem niż nad sobą. Cóż, nie ma w tym nic zdrożnego. Coś jednak tracimy. Bo Sobór Watykański II przypomina, że jednym z celów Wielkiego Postu jest przygotowanie się do obchodów Męki, Śmierci i… Zmartwychwstania Chrystusa. A więc przygotowujemy się nie tylko do Wielkiego Piątku, lecz także do Niedzieli Wielkanocnej. To taki dziwny paradoks, bo odkąd Chrystus zmartwychwstał, to smutek musi w nas występować wespół z radością, a radość nie może zapomnieć o smutku. I tenże Sobór każe nam w Wielkim Poście poćwiczyć naszą pamięć (to oprócz patrzenia) i „przypomnieć sobie chrzest”. (Kto nie wierzy, niech zajrzy do Konstytucji o Liturgii św., 109). Przywołać to, co już się wydarzyło. A co się wydarzyło? Prosta rzecz. Od chwili Zmartwychwstania jesteśmy w Bożych rękach. I nic nas z nich nie wyrwie. Natomiast nasz chrzest jest udziałem w Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa. Gdybyśmy takie ćwiczenie częściej robili, byłoby nam naprawdę lżej. (cdn.)

Dariusz Piórkowski SJ  deon.pl