XI Niedziela Zwykła – 17 VI

Nysa OFM

22 czerwca – wspomnienie św. Tomasza Morusa –
męczennika sumienia

Tomasz Morus urodził się w Londynie 7 lutego 1478 roku w zamożnej rodzinie mieszczańskiej. Choć interesowały go nauki humanistyczne, które studiował w Oksfordzie, ojciec skłonił go, by je przerwał i podjął studia prawnicze. Po ich ukończeniu przed Tomaszem stała otworem droga do najwyższych urzędów w państwie. Najpierw był biegłym i uznanym adwokatem, a następnie posłem do parlamentu.

Po odwiedzeniu Francji przerwał swoją karierę urzędnika, wstępując na cztery lata do kartuzów. Odkrył jednak, że to nie jest jego droga i po opuszczeniu zakonu wkrótce założył rodzinę. Jego żona, Jane Colt, urodziła czwórkę dzieci, niestety wcześnie zmarła. Jego drugą żoną była Alicja Middleten.

W roku 1521 król obdarzył Tomasza Morusa godnością szlachecką, powierzając mu kolejno szereg ważnych urzędów, włącznie z tym najwyższym, kiedy powołał go na urząd kanclerza. Jak już wspomniałem, Tomasz Morus zrzekł się tej funkcji, by wyrazić swoją dezaprobatę wobec poczynań króla. Był człowiekiem głęboko religijnym i dlatego nie mógł sprzeciwić się głosowi własnego sumienia. Pragnął do końca, pomimo zachęt i gróźb, pozostać wierny papieżowi, następcy św. Piotra, zachowując w ten sposób jedność wiary katolickiej. Uznał, że sprzeciwiłby się Bogu, gdyby uległ, jak to uczyniło wielu zalęknionych o swoją głowę poddanych bezwzględnego monarchy.

Po aresztowaniu 1 lipca 1535 roku, został osądzony i uwięziony w Tower. Stamtąd pisał listy do swoich krewnych, zwłaszcza do córki Małgorzaty. Świadczą one o jego wielkim pokoju serca, który był darem Boga, a także o jego niezwykłym męstwie. Tuż przed wykonaniem wyroku, 6 lipca 1535 roku, wstępując na szafot, powiedział: “Kiedy obejmowałem urząd kanclerza, prosiłeś mnie królu, bym wpierw słuchał Boga, a potem Ciebie, a dziś ginę za to, że wpierw słuchałem Boga, a potem Ciebie…”.

Tomasz Morus został kanonizowany przez papieża Piusa XI w 1935 roku, niedługo przed rozpoczęciem II wojny światowej, która dla całego świata była wielką próbą ludzkich sumień. Dzisiaj prawość życia świętego i wierność własnemu sumieniu, ukształtowanemu według Bożego Prawa, może być inspiracją dla współczesnych polityków i mężów stanu, dla których tak kusząca jest postawa „politycznej poprawności”, która nie liczy się z Głosem Boga rozbrzmiewającym w sercu każdego człowieka, polityka też.

Oto fragment modlitwy napisanej przez Tomasza Morusa po ogłoszeniu wyroku śmierci:

Wszechmogący Boże, zabierz ode mnie wszelkie pyszne myśli, wszelkie pragnienia mojej własnej chwały, wszelką zazdrość, wszelką chciwość, obżarstwo, lenistwo i lubieżność, wszelkie uczucia gniewu, wszelką żądzę zemsty, wszelkie pragnienie albo radość z nieszczęścia innych, wszelką przyjemność z doprowadzania ich do złości i gniewu, wszelkie zadowolenie z zarzutów lub ze znieważania kogokolwiek będącego w nieszczęściu i niedoli.
A we wszystkich moich czynach i we wszystkich moich słowach, i we wszystkich moich myślach obdarz mnie, dobry Boże, sercem pokornym, skromnym, cichym, zgodnym, cierpliwym, miłosiernym, łaskawym, czułym i litościwym, tak abym zakosztował Ducha Świętego.
Daj mi, dobry Boże, prawdziwą wiarę, mocną nadzieję i żarliwą miłość; taką miłość do Ciebie, dobry Boże, która przewyższałaby nieporównanie miłość siebie samego, abym nie kochał niczego co mogłoby Ci się nie podobać, lecz wszystko co kocham, abym kochał w Tobie.

Marek Wójtowicz SJ

(www.deon.pl)