IV Niedziela Zwykła

Nysa OFM

Święty Błażej, biskup i męczennik

Błażej pochodził z Cezarei Kapadockiej, ojczyzny św. Bazylego Wielkiego, św. Grzegorza z Nazjanzu, św. Grzegorza z Nyssy, św. Piotra z Sebasty, św. Cezarego i wielu innych. Był to niegdyś jeden z najbujniejszych ośrodków życia chrześcijańskiego. Błażej studiował filozofię, został jednak lekarzem. Po pewnym czasie porzucił swój zawód i podjął życie na pustyni. Stamtąd wezwano go na stolicę biskupią w położonej nieopodal Sebaście (wcześniej w Armenii, dziś Sivas w Turcji). Podczas prześladowań za cesarza Licyniusza uciekł do jednej z pieczar górskich, skąd nadal rządził swoją diecezją. Ktoś jednak doniósł o miejscu jego pobytu. Został aresztowany i uwięziony. W lochu więziennym umacniał swój lud w wierności Chrystusowi. Tam właśnie miał cudownie uleczyć syna pewnej kobiety, któremu gardło przebiła ość, uniemożliwiając oddychanie. Chłopcu groziło uduszenie. Dla upamiętnienia tego wydarzenia Kościół do dziś w dniu św. Błażeja błogosławi gardła. W niektórych stronach Polski na dzień św. Błażeja robiono małe świece, zwane „błażejkami”, które niesiono do poświęcenia i dotykano nimi gardła. W innych stronach poświęcano jabłka i dawano je do spożycia cierpiącym na ból gardła.

Kiedy daremne okazały się wobec niezłomnego biskupa namowy i groźby, zastosowano wobec niego najokrutniejsze tortury, by zmusić go do odstępstwa od wiary, a za jego przykładem skłonić do apostazji innych. Ścięto go mieczem prawdopodobnie w 316 roku. Jest patronem m.in. kamieniarzy i gręplarzy, mówców, śpiewaków oraz wszystkich innych osób, które muszą dbać o swoje gardło i struny głosowe; jest także patronem chorwackiego miasta Dubrownik. Jego kult był znany na całym Wschodzie i Zachodzie. Przyzywany podczas chorób gardła, opiekun zwierząt, jeden z Czternastu Świętych Wspomożycieli. W ikonografii św. Błażej przedstawiany jest jako biskup, który błogosławi. Atrybutami jego są: jeleń, pastorał, ptaki z pożywieniem w dziobie, dwie skrzyżowane świece, zgrzebło – narzędzie tortur.

ww.brewiarz.pl

Przemyślenia

Mowa jest srebrem …?

Zmuszenie człowieka do milczenia nie zmieni go,

trzeba zmienić jego serce.”

ks. prof. Robert Skrzypczak

Wszyscy znamy stare powiedzenie porównujące mowę i milczenie do najcenniejszych kruszców. Umiejętność logicznego i spójnego wysławiania się jest bardzo pożądana i wysoko oceniana, jednakże zdolność wysłuchania rozmówcy w milczeniu bywa często o wiele ważniejsza.

W ostatnich tygodniach tzw. mowa nienawiści w naszym kraju osiągnęła „kolejne” apogeum. Twarde i ostre słowa, wymierzone w drugiego człowieka, nie mogą być szlachetne jak srebro. Są błotem, które potrafi przylgnąć na zawsze do obrzucanego, albo sztyletem wbijanym po to, by zranić, lub – co gorsza – zabić. Jak to jest możliwe w kraju, którego większość ludności określa się mianem katolików? Dlaczego Ci, którzy na każdym miejscu i zawsze powinni kierować się miłością bliźniego, z ogromną zawziętością i nienawiścią mówią o drugim człowieku?

Polskie społeczeństwo jest dzisiaj bardzo wyraźnie podzielone na zwolenników „tych” i „tamtych”. Jakakolwiek próba komunikacji między skłóconymi kończy się awanturą. Wygląda na to, że żyjemy w jakiejś patologicznej rodzinie, w której każdy uważa siebie za jedyny możliwy autorytet, za idealne źródło zasad moralnych, a pozostali to albo osoby niespełna rozumu, albo „czarne owce”, które najlepiej odseparować od pozostałych.

Przyczyna? Kompletny brak umiejętności rozmawiania i słuchania, szacunku do rozmówcy, choćby najdziwniejszej osoby na świecie.

Po tragedii w Gdańsku Kościół nawołuje do nawrócenia i pojednania. Warto posłuchać i wprowadzić w czyn najważniejsze zasady życia społecznego, dla których podstawą jest miłość i miłosierdzie. Pokora również nie zaszkodzi, choć może okazać się trudna dla tych, co „na górze”…

A co oznacza: „zacząć od siebie”? To proste. Rozejrzeć się dokoła i zauważyć ludzi, którzy odwracają od nas głowę. Może właśnie o nich mówiliśmy źle, osądzaliśmy, oczernialiśmy…

Każdy ma wady, nikt nie jest idealny, ale każdy może i powinien szanować innych.

Tylko tyle i aż tyle. (mś)